Wesele w stodole to coś, co dla naszych rodziców i dziadków było często przykrą koniecznością, a dziś wraca do łask. Niestety, dzieje się to często w formie kalki stylu rustykalnego z USA, a nie autentycznego hołdu dla własnej tradycji. Zatem, jak zrobić to dobrze? Jak mawiał klasyk; „To co historyczne, przestaje być kiczem”. A co jest historyczne? Skanseny. I właśnie w skansenie wziąłem swój ślub. Czy było warto? Zdaniem, obecnej na ceremonii prasy tak. Ale skąd na ślubie „szarego Jackowskiego” wzięła się prasa.
Ślub w Skansenie w Maurzycach. Kiedyś tego nie było…
Ze względu na alergię na stereotypowe wesela nigdy nie myślałem o własnej uroczystości. Uważam, że współczesne śluby są niestrawnym miksem suto zakrapianych imprez z lat 90. z jednoczesną chęcią odcięcia się od nich na rzecz naiwnej elegancji.
I tak, na dzisiejszych ślubach musi znaleźć się stół: winny, swojski, słodki, sałatkowy. Oprócz tego fotobudka, platforma 360, pokaz ognia, lasery do techno rave… No i jakieś 150 osób, z którymi może nie utrzymujemy kontaktu, ale łączy nas chęć „zabawy”. Wiadomo, że nad wszystkim czuwa wedding planer wspierany przez ślubnego content creatora, który zatroszczy się, byśmy mieli odpowiednie materiały na Instagram. A gdzie w tym wszystkim Bóg? Bo przecież małżeństwo to sakrament. A gdzie intymność, przestrzeń na emocje i spontaniczność?
Jako „facet od PR-u”, który koordynował w życiu wiele wydarzeń, chciałem, by własny ślub nie był kolejnym „projektem”. Mimo to, zawodowe skrzywienie, zwane też doświadczeniem, kazało mi założyć dedykowane Trello, stworzyć brand book wydarzenia, wybrać paletę barw i tygodniami ustalać kreację z ekspertem od męskiej elegancji…
Decyzja o ślubie wyłącznie w gronie najbliższej rodziny wymagała nieco przekory, ale jak zgodnie stwierdzono „mam już swoje lata” i władza rodzicielska, musiała ograniczyć się do sugestii. Na naszym ślubie byli wyłącznie rodzice, świadkowie i rodzeństwo. Wśród gości, których zaprosiliśmy wyłącznie do kościoła znaleźli się jeszcze nasi przyjaciele.
Dobra, dobra. Ale, co z tym skansenem?
Uwielbiamy skanseny i sztukę ludową. Wiele skansenów, jak te w Lublinie czy Kielcach, oferuje kompleksową obsługę. Skansen dysponuje własnym kościołem, księdzem, salą weselną, na której regularnie odbywają się przyjęcia i pokojami gościnnymi. Zamówienie uroczystości w takim miejscu nie różni się od konwencjonalnych kościołów parafialnych i sal weselnych. Są też miejsca, jak Skansen w Łowiczu, gdzie nie jest tak łatwo.
Łowicz to stolica polskiego folku. To właśnie tu odbywa się odwiedzana przez turystów z całego świata Procesja Bożego Ciała. Skansen Ziemii Łowickiej w Maurzycach to malowniczy, choć niewielki skansen, w którym ostatni ślub odbył się przed pandemią.
Kościół w Skansenie w Maurzycach do 2010 rok był świątynią parafialną, którą przeniesiono już jako zabytek na teren skansenu. Budynek wykonany jest w całości z drewna. Środek zdobią liczne malowidła, które korespondują z łowickim charakterem skansenu.



Co oprócz kościoła oferuje skansen? Małą karczmę, wielką stodołę na wydarzenia i wnętrza malowniczych chat na sesję zdjęciową.
Aby wziąć ślub w Skansenie Ziemi Łowickiej w Maurzycach należy skontaktować się z Muzeum w Łowiczu, które przygotuje umowę wynajmu powierzchni i ewentualnej sesji zdjęciowej.
Kościół w Skansenie nie jest formalnie częścią żadnej parafii tak więc zgodę na ślub musi wyrazić stosowny organ diecezji łowickiej. Mając zgodę należy zatroszczyć się o kapłana. Najbliżej skansenu znajduje się Parafia Rzymsko-katolicka pw. św. Jakuba Ap. w Zdunach – warto porozmawiać z jej proboszczem. W skansenowym kościele nie ma organ, tak więc zaproszony organista musi mieć swoje nagłośnienie. Za muzyczną oprawę naszego ślubu odpowiedzialny był Paweł Moszkiewicz z Warszawy, którego możliwości możecie wysłuchać na jego kanale YouTube. Zarówno kapłan, jak i Paweł nie korzystali z mikrofonów, co tylko spotęgowało intymny nastrój.
Detale, które tworzą autentyczność
Na ślub faceta od PR-u nie mogło zabraknąć dbałości o detale, które spajały całą koncepcję. To było to niezbędne minimum, które nie kolidowało z moim PR-owym sumieniem. Zatem, nawet „ślub w tajemnicy” i na przekór modzie na wielkie eventy, zyskał unikalne detale.
Zaproszenia i winetki nie były z szablonu. Zaprojektowaliśmy i wykonaliśmy je samodzielnie w stylu Edmunda Bartłomiejczyka, przedwojennego artysty specjalizującego się w drzeworytach. Treści były personalizowane dla każdego gościa. Czcionki i elementy typografii znajdziecie na stronie projektu Afiszuj Się!, którego twórcy przenieśli w format cyfrowy przedwojenny styl.




Przyjęcie weselne odbyło się w Oberży pod Złotym Prosiakiem, restauracji zbudowanej z bala, z dachem krytym gontem, której klimat był naturalnym przedłużeniem linii kreatywnej ślubu. Polecam zarówno kartę dań, noclegi jak i przemiłą obsługę lokalu.
Nie zabrakło ludowych akcentów, polnych kwiatów i domowych trunków. Goście pili bimber, dostarczony przez Tatę Panny Młodej, oraz własnoręcznie przygotowaną cytrynówkę Mamy Pana Młodego. Dla osób niepijących alkoholu serwowano kwas chlebowy.

Skąd te media? Zawodowa solidarność
Gdy wszystko było już prawie gotowe, a projektowy chaos był typowy dla tego typu przedsięwzięć, skontaktował się ze mną zespół prasowy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Łódzkiego z pytaniem o możliwość zrelacjonowania mojego ślubu. Choć nie uważałem zakończenia mojego kawalerskiego stanu za wydarzenie niewiarygodne, zawodowa solidarność nie pozwoliła mi odmówić.
I tak, jako świeżo upieczony mąż, gdzieś pomiędzy kremem z białych warzyw a ikonicznym „dewolajem”, mogłem oglądać relacje z własnego ślubu w mediach społecznościowych Urzędu Marszałkowskiego. Media, które zazwyczaj piszą o eventach, relacjonowały nasz kameralny ślub.
Rustykalny ślub. Co zrobić, by nie było kiczowato?
Esencją dobrego stylu, czy to w modzie, czy w wystroju, jest autentyczność. O autentyczność naszego ślubu zadbało miejsce: kameralna ceremonia odbywała się w małym drewnianym kościele na terenie malowniczego skansenu. Kościół nie potrzebował więcej niż polne kwiaty z lokalnej kwiaciarni.
Prawda jest taka, że wszyscy (no, prawie) pochodzimy od chłopa, a kopiowanie pinteresta jest złym pomysłem. Sale stylizowane na amerykańskie stodoły i gadżety z Temu za 15 lat będą takim memem, jak dziś świecące poliestrowe krawaty pod kolor suknii. Moda przemija, styl jest wieczny 🙂
W „Samych Swoich” mamy scenę wspólnego zdjęcia: Pawlakowie w modnych garniturach pokazują swoją nowoczesność, a Kargule w strojach ludowych podkreślają przywiązanie do tradycji… Elementy folkowe są super, ale jeśli nie jesteś tancerzem tańców ludowych czy członkiem koła gospodyń, nie zakładaj pełnego stroju. Dobrym pomysłem jest znalezienie dodatków związanych z regionem, jak np. krawat o lokalnym wzorze lub inny subtelny akcent. Jako Pan Młody zdecydowałem się na klasyczny dwurzędowy garnitur (Egarnitur.pl), bawelnianą koszulę z włoskim kołnierzem od polskiego producenta Martin&More i klasyczny krawat w brązowo granatowe pasy. Świadomym odejściem od kanonu były buty za kostkę, spinki do mankietów z bursztynem i poszetka z koniem.




Nieodzownym gadżetem był… Parasol w łowickie wzory. Lało jak z cebra, ale jak niebo miał nie płakać ze szczęścia w takim dniu?
