Onyx Boox Note Air 3: Notatnik przyszłości, tablet z przeszłości czy luksusowa maszyna do pisania dla ekscentryka?

Decyzja o zakupie Onyx Boox Note Air 3 nie była kaprysem. Zanim ten elegancki, płaski pakiet technologii wylądował na moim biurku, długo ważyłem argumenty „za” i „przeciw”. Co więcej, patrząc na kwotę, jaką za niego zapłaciłem – bagatela 2300 złotych, powiększoną o kolejne 300 za dedykowany pokrowiec – trudno nazwać ten zakup impulsywnym. Łącznie 2600 złotych za notatnik? To więcej niż suma wartości mojego smartfona, komputera stacjonarnego i telewizora razem wziętych! Nie jestem typowym „techno-maniakiem”, który bezrefleksyjnie ulepsza swoje życie każdą nowinką. Więc, czemu właściwie zdecydowałem się na ten wydatek?

E-ink. Już nie papier, wciąż nie wyświetlacz

Odpowiedź tkwi w technologii, która stoi za tym urządzeniem – e-ink. Dla niewtajemniczonych, e-ink to rodzaj ekranu, który znamy przede wszystkim z czytników e-booków. Jego dwie główne zalety to minimalny pobór energii oraz brak emisji niebieskiego światła, co oznacza realne bezpieczeństwo dla naszych oczu, szczególnie podczas długotrwałego użytkowania. Ekrany te, choć kojarzone głównie z pasjonatami literatury cyfrowej, znalazły swoje niszowe zastosowania także w innych urządzeniach. Polska firma Mudita wypuściła na rynek minimalistyczny telefon i budzik z ekranem e-ink, wycenione na około 800 złotych. Jeśli więc czytnik za niemal trzy tysiące złotych wydaje się ekstrawagancją, co powiecie na tak ascetyczne podejście do komunikacji i budzenia?

Jednakże, technologia e-ink, mimo swoich niewątpliwych zalet, posiada również swoje ograniczenia. Pierwszym i najbardziej oczywistym jest monochromatyczność. Kolorowy świat smartfonów i tabletów ustępuje tu miejsca palecie odcieni szarości, przypominającej monochromatyczne wyświetlacze telefonów komórkowych sprzed dwóch dekad, które z dumą reklamowano jako „wiele odcieni szarości”. Druga istotna wada to responsywność. Wszystko na ekranie e-ink dzieje się zauważalnie wolniej. Próba odtworzenia wideo z serwisu YouTube przypomina oglądanie czarno-białej animacji poklatkowej – obraz jest smużący i daleki od płynności, do jakiej przywykliśmy.

Mało funkcji, mały wybór

Stojąc przed wyborem „cyfrowego notatnika”, rozważałem kilka opcji: Onyx Boox Note Air 3, reMarkable 2 oraz Huawei MatePad Paper. Wybór padł na Onyx. Dlaczego?

Zacznijmy od reMarkable 2. Urządzenie to, podobnie jak produkty Apple, charakteryzuje się wysoką ceną i pewną dozą zamkniętości ekosystemu. Za dedykowaną klawiaturę trzeba dopłacić niemałą sumę, a co gorsza, nie oferuje ona wsparcia dla polskich znaków diakrytycznych. Brak dostępu do sklepu z aplikacjami i ograniczona funkcjonalność sprawiają, że reMarkable 2, mimo świetnego marketingu i minimalistycznego designu, wydaje się być urządzeniem o dość wąskim zastosowaniu. To, co oferuje, to przede wszystkim doskonałe wrażenia z pisania i czytania, ale brakuje mu uniwersalności.

Huawei MatePad Paper z kolei, jako jedyny przedstawiciel ekranów e-ink w ofercie tego producenta, wydawał się obiecujący. Niestety, recenzje wskazywały na pewne niedopracowanie oprogramowania, a jego cena była porównywalna z Onyxem. Biorąc pod uwagę brak doświadczenia Huawei w tej konkretnej niszy, ryzyko „chorób wieku dziecięcego” wydawało się zbyt duże.

I wreszcie Onyx Boox Note Air 3. Tutaj kluczowym argumentem okazał się system Android. Dzięki temu otwartemu oprogramowaniu, na Onyksie mogę zainstalować dowolny edytor tekstu ze Sklepu Play, posłuchać podcastów w dedykowanej aplikacji, zrelaksować się przy prostych szachach czy nawet poćwiczyć język obcy na Duolingo. Wszystko to, oczywiście, z ograniczeniami wynikającymi z technologii e-ink – zapomnijcie o płynnych animacjach czy kolorowych grafikach. Jednakże, ta wszechstronność sprawia, że Onyx Boox Note Air 3 przestaje być tylko „cyfrowym notatnikiem”, a staje się funkcjonalnym, choć specyficznym, tabletem.

Co więcej, i to był dla mnie jeden z decydujących czynników, Onyx Boox Note Air 3 akceptuje każdą fizyczną klawiaturę podłączaną przez Bluetooth lub USB-C. W połączeniu z dedykowanym edytorem tekstu, zamienia się w prawdziwą, minimalistyczną maszynę do pisania. Brak rozpraszających powiadomień, monochromatyczny ekran skupiający wzrok na tekście i przyjemne uczucie pisania na fizycznej klawiaturze – to idealne środowisko dla twórców, którzy cenią sobie skupienie i prostotę.

Nie tylko notatnik

Czy Onyx Boox Note Air 3 jest więc notatnikiem przyszłości? Z pewnością oferuje unikalne zalety dla osób ceniących komfort czytania i pisania bez negatywnego wpływu niebieskiego światła. Czy jest tabletem z przeszłości? Jego monochromatyczny ekran i wolniejsza responsywność mogą budzić takie skojarzenia, ale system Android otwiera przed nim wiele możliwości. A może jest luksusową maszyną do pisania dla hipstera? Jego cena i specyficzny charakter z pewnością mogą przyciągać osoby poszukujące unikalnych i nietuzinkowych rozwiązań technologicznych.

Oprócz przeinstalowanej aplikacji do notatek i czytnika ebooków możemy robić to wszystko co na zwyczajnym tablecie. Dzięki wsparciu Sklepu Play zainstalowałem to aplikację Dokumenty i notatnik od Google, z których korzystam najczęściej. Na przeglądarkę wybrałem Brave, która blokuje skrypty śledzące i nachalne reklamy. Czemu nie Chrome? Urządzenie ma 4 GB pamięci RAM – nie warto go przemęczać, a szukanie X na wyskakujących pop-upachch może być irytujące.

Konkludując. Dla mnie Onyx Boox Note Air 3 to przede wszystkim narzędzie do skupionej pracy. To cyfrowy notatnik, który pozwala mi zbierać myśli, pisać teksty i czytać długie dokumenty bez rozpraszania się powiadomieniami ze smartfona czy kolorowymi reklamami. To maszyna do pisania, która łączy w sobie prostotę dawnych urządzeń z nowoczesną technologią. Czy wart jest swojej ceny? To już kwestia indywidualnych potrzeb i priorytetów. Jedno jest pewne – w moim arsenale narzędzi pracy znalazł swoje unikalne i niezastąpione miejsce.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *