Metallica to zespół, który wprowadził metal na salony. To właśnie biznesowe podejście oparte na strategii sprawiła, że możemy powiedzieć Metallica skończyła się na Kill em all.
Muzyka metalowa istnieje dzięki resentymentowi. Trudno grać muzykę zbuntowanych nastolatków będąc dorosłym, odpowiedzialnym człowiekiem. Oczywiste są zespoły, które nie zmieniły swojego brzmienia od lat 80. tylko… Nikt o nich nie pamięta. Exodus to zespół, którego słuchają niedobitki metalowej subkultury pamiętające czasy kaset sprzedawanych na Stadionie Dziesięciolecia. Siła Metalliki kryła się właśnie w zabawie brzmieniem. Zespół, będący ikoną grał tak różne wariacje gitarowego grania, że zarówno fani thrashowej łupaniny, jak i ci lubiący rzewne ballady znajdą tu coś dla siebie.
Tło
Mamy 2001 rok. Metallica, po eksperymentach z lżejszym graniem na Load i ReLoad wraca na scenę. Fani dostali już Garage Days z coverami i SM w wersji symfonicznej. Ba, dostali nawet utwór napisany specjalnie na potrzeby filmu Mission Impossible 2.
Zespół, który nie musi nic nikomu udowadniać ugina się pod własną presją. Narastają konflikty. James Hatfield idzie na odwyk. Jason Neswted po kilkunastu latach wspólnego grania opuszcza szeregi Mety. Zespół idzie na grupową terapię, podczas której nagrywa płytę. To pierwszy krążek nagrany w tak niskim stroju, bez solówek, gdzie teksty piszą wszyscy. Metallica mówi: Po 25 latach na scenie jesteśmy czymś więcej niż własnym cover bandem. Wciąż potrafimy grać gniewną muzykę.
To powinno się sprzedać!
Tylko się nie sprzedało. Mając taką narrację, wsparcie producenckie Boba Rocka, który wykreował ich najbardziej dochodowe albumy płyta okazuje się artystycznym i finansowym niewypałem. Płyta, która brzmi jak Godsmack zmieszany z Creedem powinna trafić w gusta nowego pokolenia słuchaczy, którzy od zawsze stanowili motor napędowy przemysłu muzycznego.
Napster mówi to coś Panu? Jak Metallica straciła fanów na własne życzenie
25 lat temu nie było Spotify, były torrenty, czyli sieć P2P. Młodszym czytelnikom wyjaśnię, że był to system wyszukiwania i pobierania plików, które nieznana osoba udostępniła. Im więcej osób udostępniło ten sam plik, tym szybciej się on pobierał. System weryfikacji, czy sprawdzania legalności nie istniał. O ile pobrany przypadkiem film pornograficzny bawił, to trojan czy inny wirus stanowił poważny problem.
Raczkujący Internet, w przeciwieństwie do obecnego scalał ludzi. Słuchacze na forach dzielili się muzyką, plotkami czy informacjami, których próżno szukać w innych miejscach. Próg wejścia był wyższy. Należało mieć internet domowy lub pobliską kafejkę internetową. Pisać należało schludnie, dbając o język, a pytania zadane bez zapoznania się z FAQ znikały na prędce wraz z użytkownikiem.
Napster to jeden z tego typu serwisów. Metallica, zamiast zażądać usunięcia swoich utworów wytoczyła procesy sądowe wszystkim użytkownikom, a w głównych wydaniach wiadomości pokazywano wściekłych fanów palących płyty i gadżety niegdyś ukochanego zespołu.
Piraci jak z Koziej…. Trąba
No właśnie. By palić te wszystkie płyty i gadżety trzeba było je kupić. W 2002 roku muzykę pobierało się, by słuchać jej na odtwarzaczach mp3 i telefonach, które przecież nie miały odtwarzacza płyt CD. Słowem: Metallica zwróciła się przeciwko ludziom, którzy wydawali pieniądze na ich koncerty, płyty, koszulki, a w internecie szukali czegoś więcej. Lekcja? Gdy mowa o Twoich klientach lepiej słuchać PRowca niż księgowego i prawnika.
Some kind of (creepy) Monster. Czy St. Anger to zły album?
Pora obronić tezę. St. Anger to nie jest zły album! PR zespołu zmienił kompletnie to jak dziś ten album jest postrzegany przez fanów. Owszem, niektóre utwory są o wiele za długie i brzmią na niedopracowane, ale taki jego urok. Ktoś powie, że werbel brzmi jakby Lars grał na koszu na śmieci. Ok, ale Slipknot dosłownie gra na kuble na śmieci i nikt z tego powodu afery nie kręci. Ktoś powie, że brak Jasona jest tu odczuwalny. Racja! Uwielbiam gościa, ale nie miał w Mecie nic do powiedzenia. Ktoś powie, Metallica teraz brzmi dobrze, a ja wszystko wydane po Death Magnetic uważam za asłuchalne.
St. Anger to ostatni album, na którym Metallica gra to na co ma ochotę, a nie to co badania focusowe pokażą za słuszne. Stali się swoim cover bandem.
PS: Unnamed Feeling powinno być grane na każdym koncercie.
