Gdzieś już pisałem, że fantastyka jest jak discopolo. Czytają tylko bardzo specyficzni ludzie – znają wszyscy. Czas, by napisać coś o postaci która urzekła mnie najbardziej. Czas na Jakuba Wędrowycza!
Jakub Wędrowycz to główny bohater cyklu powieści Andrzeja Pilipiuka. Jak dotąd ukazało się ich siedem, ale bohatera możemy spotkać również w innych dziełach autora jak np: Wampir z m3, gdzie odgrywa epizodyczną, rolę. Oprócz ostrego zapachu skarpetek bohatera cechuje zbiór pewnych specyficznych poglądów politycznych.
Pan Pilipiuk nigdy nie ukrywał swoich poglądów politycznych. W większości opowiadań o egzorcyście z Wojsławic znajduje się masa odwołań do zagadnień gospodarczych krytykujących obecny system. Jakub Wędrowycz, jak również Semen nie biorą emerytury, nie płacą podatków, nie korzystają z państwowej opieki medycznej. Oczywiście obydwoje mają ostre poglądy w sprawie interwencjonizmu państwa w każdym aspekcie życia. Semen co chwilę wspomina czasy carskiej Rosji, a Jakub Wędrowycz to już przykład człowieka o ugruntowanych anarchokapitalistycznych poglądach. Nie od dziś wiadomo, że miłośnikami fantastyki są osoby o liberalnych gospodarczo poglądach skupionych wokół JKM, by nie powiedzieć kuce i karyny. Gospodarka całkowicie wolnorynkowa w świecie Jakuba Wędrowycza może mieć miejsce i funkcjonować bez zarzutu, w realnym świecie niestety nie.
Grzegorz Braun, przed wyborami prezydenckimi w 2015 roku nagrał bardzo
ciekawy materiał wideo “Czy Yoda był Żydem?” w których analizuje
trylogią Gwiezdnych Wojen, jako serii usilnie zniesławiających każdy
rodzaj władzy autorytarnej lub opartej na monarchii. Przytacza bardzo
ciekawe argumenty, choć niestety nie pozostaje obiektywny. Na fali popularności tego materiału powstały teorie głoszące, że to republika jest
zła, a imperium takie dobre bo ma mniej biurokracji… Przytaczano mocno naciągane przykłady z trylogii i wycięte z kontekstu sceny oprawione naukowymi teoriami. Autor materiału śmierć człowieka za niepowiedzenie zawodowe określa mianem “pięknej, prostej i efektywnej”. Rozumiem, że mamy do czynienia z filmem, ale skoro chcemy, by rządził nami autorytarny rząd akceptujemy ich metody. To był czyjś ojciec, syn czy mąż. Nie ma mowy oczywiście o tym jak wyglądało życie zwykłych obywateli. W moim odczuciu przypominało Orwellowską fikcję z roku 1984.
Pozostanę
demokratą z jednego powodu. Nikt nie wspomina zniszczenia Atatuin przez
Lorda Vadera w czasie utarczki słownej. W zasadzie, zniszczył całą
planetę, z którą był emocjonalnie związany bez wyraźnego powodu, wręcz
“Bo tak”, bo mógł i miał taką możliwość. Oczywiście, sama “Gwiazda Śmierci” też nie była bronią
defensywną…
Jak widzicie, na dwóch prostych przykładach udowodniłem, że od polityki nie da się uciec. Każde dzieło, wytwór kultury człowieka jest pełen polityki i nie jest to bynajmniej nic złego. Osobiście bardzo cieszę się z faktów powstawania coraz to nowych teorii czy wątków politycznych w dziełach. Co jak co, ale lepiej przekonać się o następstwach władzy autorytarnej z filmu niż znać je z życia.

